AGATHOCLES "Mince Core History 1985 - 1990"
(Selfmadegod Records)

Bajeczka z cyklu - kolejny longplay z trzypłytowej serii grindcore'owców z Belgii. Tym razem na albumie Agathocles znalazło się jeszcze więcej utworów (aż 50!) i jeszcze więcej krwawej sieczki. Bez wątpienia zestawienie kawałków na tym krążku jest o wiele lepsze niż na wydaniu obejmującym lata 1989 - 1993. Nadal oczywiście mamy do czynienia z utworami studyjnymi, jak i koncertowymi. Teksty, jak na tych mincecore'owców przystało, oscylują wokół tematów politycznych, takich jak: złe rządy USA i igranie władz państwa z ludzkim życiem, czy krytykę nauczycieli i szkolnictwa. Podobnie jak w przypadku pozostałych płyt, także i ta zawiera obszerną wkładkę informującą m.in. o znajdujących się na płycie kawałkach i biografii zespołu. Co do samej muzyki... na krążku jeszcze dobitniej widać różnicę pomiędzy kiepsko zarejestrowanymi nagraniami ("Teachers"- nagranie z belgijskiego klubu, czy "Beyond my skin"- utwór nagrano w domu jednego z muzyków), a wyśmienitą studyjną napierdalanką ("Judged by appearance", "Solitary minded"). Jedyną zaletą gorszych nagrań jest chyba tylko ciekawe zarejestrowanie głosu - odnosi się bowiem wrażenie, że przypomina on echo growlu, który dobiega z innego pomieszczenia. Gitary także dają niezłego kopa. Dla mnie osobiście riffy są siłą napędową zespołu. Elektryki potrafią wydawać z siebie istnie kosmiczne kombinacje, począwszy od przedziwnych brzmień przypominających syntezatory (jak w "The accident"), poprzez dźwięki niczym nielogiczne nagrania Merzbow ("Beyond my skin"), a skończywszy na niezłych, tonacyjnie niskich riffach ("Splattered brains"). Bębniarz też daje radę. Potrafi nieźle zmieniać tempo całego utworu, niestety jedyną złą, a może i dobrą dla co poniektórych cechą, jest zbyt częste korzystanie z talerzy, co według mnie psuje klimat naprawdę interesujących kawałków- chociażby "Well of happiness", czy "Squeeze Anton". Dobrym i zbawiennym dla tego albumu może okazać się fakt, że panowie postanowili zaprezentować nie tylko tradycyjną sieczkę, ale także utwory, w których wykorzystywany jest czysty śpiew ("Bitch"). Belgowie nie pominęli również kawałków, w których usłyszymy kobiece głosy. Na płycie znajdzie się też parę smaczków - jak na przykład wykorzystanie pianina ("Theatric symbolisation of life"), riffy przypominające zagrania sofcikowej Metalliki ("Solitary minded"), użycie megafonu w "Threshold to senility", czy chociażby odgłosy kroków w "Pulverised". Co do wykorzystania głosu - ponownie pojawia się szeroka gama wydobywania z siebie dzwięków - czytajcie growlowanie, jęki, darcie mordy, skrzeki, piski, etc. etc. Gratką dla fanów może być kawałek "Z.O.T." stworzony przez kapelę Punisher, w której udziela się Burt - bębniarz Agathocles. Koniecznie przesłuchajcie też wszystkie intra umieszczone na kompilacji. I to by było na tyle drogie dzieci z opowiadanych przeze mnie bajek o mężnych i dzielnych druhach z Agathocles. Niech przyśnią Wam się najgorsze koszmary.
4/6

Iron Lady