AGATHOCLES "Mince Core History 1989 - 1993"
(Selfmadegod Records)
Niewiarygodne jak bardzo niektóre zespoły potrafią być płodne. Weźmy pod uwagę chociażby przypadek zespołu Agathocles. Tylu wydanych splitów i epek to świat nie widział! I nie oszukujmy się - chyba nikt nie zdołał przesłuchać całego materiału tych grindcore'owców. Pewnie dlatego zespół postanowił wydać trzypłytową serię, która umożliwiłaby fanom przesłuchanie dziś już trudno dostępnych na rynku utworów.
W skład tejże serii wchodzi kompilacja "Mince Core History 1989 - 1993". Na płycie znalazło się aż 41 kawałków, będziemy więc mogli uraczyć się ponad 70 minutami niezłego napierdalania, tym razem jednak nie dla Szatana, ale dla gawiedzi, której należy uświadomić jak to źle się dzieje w państwie belgijskim i na całym świecie. Wszystkie teksty skupiają się bowiem na polityce, co akurat jest miłym dodatkiem do brutalnej, muzycznej sieczki. Szkoda tylko, że podczas przesłuchiwania nie da się tak naprawdę zrozumieć podłoża tekstowego ze względu na niewyraźny wokal, który nawiasem mówiąc ma się całkiem nieźle. Bo tak szerokiej gamy ludzkich odgłosów (począwszy od ryków, skrzeków, a skończywszy na growlowaniu i istnych piekielnych wyziewach) to dawno nie słyszałam. Ale rozumiem, taka stylistka. Czuję się więc jeszcze bardziej zaskoczona faktem, że wśród tylu utworów znalazł się jeden rodzynek - "Here and now" - gdzie wreszcie da się usłyszeć w miarę czysty śpiew.
Oczywiście, płyta jest nie lada gratką dla zwolenników gatunku lub samego Agathocles, gdyż możemy usłyszeć nagrania z tras koncertowych ( "Fake friend", "Catch the fishhook", "Cynical weirdos", "Miks haluat tapella"), czy dość dużo kawałków z rozmaitych longplay'ów. Osobno krążki brzmią dość dobrze, natomiast po umieszczeniu utworów na jednej składance, całość wydaje się niespójna i niekompletna. I z tego właśnie powodu mniej zagorzałym fanom płyta niekoniecznie musi się spodobać.
Nie wiadomo, czy tworząc tę kompilację, panowie zdawali sobie sprawę, że podczas przesłuchiwania krążka wyjdą wszystkie braki techniczne, które były popełniane na przestrzeni lat - a takie braki niestety się zdarzały. I tak część utworów brzmi, jakby były nagrywane w garażu - gitary są ledwo słyszalne, co na tle mocnych uderzeń w perkusję wypada dość komicznie, nie wspominając już o growlu, który wydaje się być jedynie ledwo słyszalnym echem. Choć z drugiej strony cholernie fajne jest obserwowanie ewoluowania zespołu na przestrzeni tych kilku lat. Bandowi nie można odmówić posiadania inwencji twórczej. Widać, że z każdym krążkiem starali się poprawić swoją technikę. Utwory nie są już więc kiepsko zarejestrowanymi koncertówkami. Nowsze kawałki dają mocnego kopa, zwłaszcza silnymi partiami perkusji ( jak w kawałku "Distrust and abuse", czy "Television"). Da się usłyszeć kilka ciekawych riffów i solówek- w "Faded novelty", "Senseless trip". W "Is it really mine?" też obserwujemy niezłe szarpanie strun.
Interesujące są także zmiany rytmiki w poszczególnych utworach, chociażby w "Bigheaded bastards", czy "Distrust and abuse".
Panowie z Agathocles starali się też wyjść nieco poza swój styl śpiewania i chwała im za to! W utworze "Get off your ass" na przykład wokale brzmią jakby ktoś wykonywał wojskową pieśń bojową, w "Hippie cult" słowa wystrzeliwane są z gardła jak z karabinu, zaś w kawałkach "Anti - death" ma się wrażenie, jakby ktoś był obdzierany ze skóry. W pozycjach 4 - 8 przed utworami pojawiają się ciekawe wstawki - wydawać by się mogło, że teksty recytowane są przez angielskich lektorów podczas zadań maturalnych, pojawiają się też głosy kobiece. Na uwagę zasługują również odgłosy dzwonów w "No use...(hatred)" i parę innych osobliwych dźwięków (jak odgłos pozytywki, strojenia instrumentów, dźwięk organów) na całym krążku.
Wszystkie te zabiegi współtworzą stylistykę zespołu, którą określa się już osobnym mianem mincecore'u - czyli połączenia anarcho - lewicowych tekstów ze starą szkołą grindcore'owej sieczki. Nie da się ukryć, że jest to całkiem niezła sieczka, która może rozwalić nasze trzewia.
Dla ułatwienia w poruszaniu się po krążku dodana jest dość obszerna wkładka, która zawiera całą zagmatwaną biografię bandu, słowa utworów (co by jednak można było dopatrzeć się jakiegoś przesłania), jak i opisy płyt i kawałków z nich pochodzących, które akurat trafiły na Mince Core History.
Osobiście wolę jednak przesłuchiwać swoje ulubione utwory Agathocles, niż prezentowaną tutaj kompilację z prostego względu - wolę poszczególne płyty, czy numery, a nie przegląd twórczości, gdyż nie jestem wierną fanką zespołu. I w zasadzie tę płytę polecałabym właśnie zagorzałym fanom, którzy zbierają i interesują się całą dyskografią Belgów.
3/6
Iron Lady