BONDED BY BLOOD "Feed the Beast"
(Earache Records)

Kiedy po raz pierwszy odpaliłem "Feed the beast" nie za bardzo wiedziałem co się wokół mnie dzieje, takiej thrashowej rozpierduchy dawno już nie słyszałem. Od początku po sam koniec ostre grzańsko w tempach tak szybkich, że ciężko to z początku udźwignąć. To pierwszy dopiero pełny materiał Amerykan a już taka rzeź. Grają miażdżąco i szybko bez jakichkolwiek zwolnień, dlatego pierwsze kontakty z debiutem Bonded By Blood są dość trudne, wszystko sprawia wrażenie monolitu przez który nie można się przebić. Intensywność materiału jeszcze to potęguje, jednak wystarczy odpalić płytkę raz jeszcze i problem znika sam. Pozostaje natomiast masa dobrej muzyki. Dla zwolenników tharshowego grania ta płyta to obecnie absolutny mus. Krążek doprawdy potrafi porwać, głowa sama chodzi a stopa napierdala choćby chora. Kompletna dzicz i pieprzony spontan, muzycznie przywołują skojarzenia Whiplash, miejscami nawet z Artillery a wokalnie słyszymy małe nawiązania do maniery Blitza. Nie spodziewałem się po tak młodym zespole tak dobrej, wręcz wyśmienitej płyty, w moim przekonaniu i prywatnym rankingu "Feed the Beast" rozkłada na łopatki tegoroczne thrashowe dokonania jak i nawet zeszłoroczne. Kawałki pokroju: "Necropsy", "Civil Servant" czy "Vengeance" to po prostu bomby, spadające na słuchającego z oszałamiająca szybkością i nie pojętą intensywnością. Na koniec jeszcze motyw z Wojowniczych Żółwi Ninja i po zabawie, całe szczęście wystarczy nacisnąć z powrotem przycisk play i rozpierducha zaczyna się od początku. Co więcej w najbliższych dniach można będzie zweryfikować skuteczność chłopaków na żywca, 21 Maja w Bydgoszczy i następnego dnia w Zabrzu. Oj, będzie się działo...
Ocena: 6/6

Krystian