DUB BUK "Misyac Pomsty"
(Eastside Records)
Połączenie folku i black metalowego grania... to dziś znak rozpoznawczy grupy Dub Buk. Aby przybliżyć polskim fanom styl prezentowany przez Ukraińców, nasza rodzima wytwórnia Eastside postanowiła wydać dwa dema zespołu na jednej płycie zatytułowanej "Misyac Pomsty". Kompilacja zawiera zatem utwory z dema o tej samej nazwie i płytki "Zasynaye Ta U Vi Sni Pomyraye". Pomimo tego, że jest to zaledwie 7 kawałków, możemy uraczyć się prawie 40 minutami przyjemnego dla ucha grania.
Na płycie "Misyac Pomsty" obserwujemy jak rozwija się stylistyka zespołu. Można rzec, że na tym krążku wyraźnie widać, jak bardzo zespół stara się eksperymentować i że dopiero poszukuje swojej drogi. Nie jest to jeszcze dojrzałe granie, które możemy już dostrzec na "Rus Ponad Vse!". Fani bardziej black metalowego grania, niż innowacyjności, na pewno się nie zawiodą. Szkoda tylko, że utwory były trochę źle zarejestrowane w tamtym okresie, co niekiedy wpływa na jakość całego kawałka (np. w "Cruelity" widać wyraźną różnicę pomiędzy nieźle nagranymi głosami kobiecego chóru, czy klawiszami, a kiepsko zarejestrowanym głosem wokalisty). Nie da się też ukryć, że większość utworów nie przypomina obecnego Dub Buka, bowiem przez część z nich przebija się nutka folkloru, ale nie jest to jeszcze siła dominująca. Większą dozę ukraińskiej kultury dostrzec można w zasadzie w tytułowym kawałku lub w "Zasinae".
Reszta swoim klimatem przypomina raczej wampiryczne pieśni, niż ten miły klawiszowy klimacik obecny zwłaszcza na 2 ostatnich krążkach bandu.
Nie ulega wątpliwości, że Cwietuszczaja Knjazna - pani od klawiszy - swoim dobrym warsztatem wspomaga resztę męskiej ekipy. Aby zobaczyć interesujące elektroniczne wstawki polecałabym przesłuchanie "Search of the Soul". Nie zawiedziemy się także jeśli chodzi o gitary. Są one siłą napędową Dub Buka, oczywiście poza klawiszami. Miłe dla ucha riffy znajdziemy choćby w utworze "Cruelity", który nawiasem mówiąc jest niezłym walcem, mającym ponad 11 minut. W nim usłyszymy także wyraźniej gitarę basową, co na późniejszych płytach zdarza się niezwykle rzadko. Przez słabsze nagrania najwyraźniej brzmi perkusja, która utrzymuje znośny poziom. Choć nie można o niej powiedzieć, że wzniosła się na wyżyny, bo niejednokrotnie tempo utworów jest jednostajne, przez co kawałki przypominają walcowanie wciąż tego samego rytmu ( weźmy tutaj pod uwagę "Dubuk" i "In Search of the Soul"). Dużo fajnych bębnów uraczymy zaś w utworze "U Sutinkah Ganbi".
Co do tego kawałka muszę przyznać, że mam najbardziej mieszane uczucia - jest on pod wieloma względami tak nielogiczny i nieprzemyślany, że nie pasuje do tej kompilacji za grosz.
Z całą pewnością wokaliza także odgrywa w zespole niemałą rolę - powiedziałabym jednak, że jest ona niekoniecznie dobrze dobrana do muzyki - czasem ma się wrażenie jakby głos nie współgrał z muzycznym wydźwiękiem. Niemniej jednak szacunek dla wokalisty, ponieważ starał się, by jego głos nie był jednostajny - oscyluje bowiem wokół skrzeku, growlu, niekiedy bardzo nisko tonacyjnego i w miarę czystego śpiewania. Pamiętajmy, że na późniejszych dokonaniach zespołu będziemy mieć raczej do czynienia wyłącznie ze skrzekiem - co akurat okazuje się najlepszym rozwiązaniem w przypadku tegoż bandu. Niestety dla miłośników zgłębiania tekstów mam smutną wiadomość - są prawie nie do rozszyfrowania. Osobiście nie zawsze umiałam dostrzec w jakim tak naprawdę języku są wyśpiewywane słowa. Co do szaty graficznej - jest niestety ograniczona do minimum - wkładka nie zawiera niczego prócz rysunków, które przypominają skserowane obrazki wcześniej wykonane ołówkiem.
Niemniej jednak polecam tę płytę wszystkim, którym spodobały się zwłaszcza późniejsze dokonania Ukraińców. Zawsze bowiem będę powtarzać, że warto zapoznawać się z całą, bądź chociaż większą częścią twórczości tych zespołów, które przypadły nam do gustu. Spytacie dlaczego? Choćby po to, by obserwować jak na przestrzeni lat ewoluował dany band. Amen.
4/6
Iron Lady