HATE "Anaclasis: A Haunting Gospel Of Malice & Hatred"
(Listenable Records / Empire Records)

"Anaclasis - a haunting gospel of malice and hatred", jak do tej pory ostatni krążek Hate, co z pewnością nie potrwa już długo, gdyż zapewne z początkiem nowego roku można się spodziewać premiery kolejnego.

Nim przesłuchałem "Anaclasis", Hate znałem wcześniej z kilku naprawdę dobrych tytułów w tym nade wszystko z "Awakening Of The Liar", płyty wprost ze wszech miar doskonałej. Tym samym odpalenie ostatniego wydawnictwa Hate, sprawiło, że nie bardzo wiedziałem jak "ugryźć" zawartość płyty. Nie takiej młócki się spodziewałem dlatego też zajęło mi trochę czasu pogodzenie się z nowym obliczem Hate. Obecnie spokojnie i bez żadnych wątpliwości mogę stwierdzić, iż jest to najlepsza płyta w dorobku Warszawiaków, czego nie byłem pewien przy okazji pierwszych jej odsłuchów.

Adam zafundował całkowitą i dogłębną przeminę Hate, nie tylko muzyczną lecz także podrasował jeszcze nieco wizerunek swojej hordy. Ale wracając do meritum sprawy, tj. "Anaclasis", to co uderza na samym początku to to, iż wykorzystanie elektroniki nie poprzestaje na krótkich wstawkach przed każdym utworem czy na intro. Nie mającym wiele wspólnego z następującą po nim zawartością albumu, jak to często bywa w takich przypadkach. Elektronika, czy jak kto woli sample stały się na "Anaclasis" integralną częścią aktualnej twórczości Hate, tym samym cała konstrukcja utworów uległa radykalnym zmianą. W obecnej chwili śmiem twierdzić, iż kompozycje stały się zdecydowanie bardziej chwytliwe, co nie wiąże się w ogóle z obniżeniem brutalności materiału i intensywności. Znikł gdzieś radykalizm i konserwatyzm w stylistyce Hate, pozostawiając dużo miejsca na odważne eksperymenty i nowatorstwo.

Na koniec krótko, po szoku przy pierwszym załączeniu płyty, na dzień dzisiejszy nie pozostało nic z negatywnych emocji i niepewności co do treści "Anaclasis". To genialny album, swego rodzaju moment zwrotny w dorobku Hate i o ile nie przesadzą z nową płytą, to możemy spodziewać się czegoś naprawdę wielkiego.
Ocena: 5,5/6

Krystian