| oldtempleshop.pl |
|---|
| czadlista.c0.pl |
|---|
| PSILOCYBE - 12.05.2010 |
| Wpisany przez Administrator |
| środa, 12 maja 2010 20:06 |
|
1. Skąd wzięła się nazwa waszego zespołu? Wyczytałam gdzieś, że psilocybe oznacza nazwę rodzaju grzybów, które zawierają substancje psychoaktywne...Chcecie, żeby fani chodzili na haju po wysłuchaniu kawałków z waszych płyt? Marcin: Od początku wiedzieliśmy, że muzyka, którą wspólnie stworzymy, będzie nieprzewidywalna i solidnie wykręcona, wobec czego gatunek Psilocybe, z całą gamą swych niezwykle interesujących efektów, wydawał się być idealnym odzwierciedleniem klimatu, który zawsze chcieliśmy tworzyć. Przy czym, to tylko jedna z opcji – pewnego razu przy piwie okazało się, że w zasadzie każdy z nas interpretuje tę nazwę zupełnie inaczej, a wszystkie teorie trzymały się kupy, więc jeśli zapytasz nas po kolei, to prawdopodobnie dostaniesz kilka totalnie rozbieżnych odpowiedzi. Fanom jednak polecamy głównie pieczarki.
2. Z historii zespołu wiem, że początkowo graliście we czwórkę, tak naprawdę nie posiadając prawdziwego wokalisty. Dlaczego zwlekaliście z jego doborem? Nie było chętnych, czy może czekaliście w tym względzie na jakieś muzyczne objawienie? Krzychu: Rzeczywiście, jak pokazuje historia, stan naszego inwentarza lubi się wahać o jedną sztukę. Zaczynaliśmy w czterech, aby następnie grać w pięciu, potem jeszcze raz w czterech, a obecnie znów jesteśmy w końcowej fazie rozszerzania składu. Jak można się po nas spodziewać, szykujemy dość nietypowe rozwiązanie i szacuję, że paru ludzi nie będzie w stanie tego ogarnąć. Ale o tym już w kolejnym odcinku (śmiech).
3. Jak spisywał się Koper tuż po dołączeniu do grupy? Nie było mu trudno zgrać się z pozostałą częścią zespołu? Marcin: Koper to nasz stary kumpel, więc zadanie zepsucia go do naszego sposobu myślenia mieliśmy znacznie ułatwione. Niemniej, część manualna wymagała już zdecydowanie więcej wysiłku od obu stron. Od Kopra z oczywistych względów – musiał opanować niemałą ilość zupełnie oderwanego od rzeczywistości materiału, ale i reszta kapeli dostała w tym czasie niezły wycisk, grając żmudne, wielogodzinne próby, żeby dopilnować, aby całość trzymała się kupy. Jednak nie mam wątpliwości, że to właśnie ten okres był kluczowy dla Psilo i w dużej mierze dzięki całej tej akcji wszyscy dopracowaliśmy nasze umiejętności i w końcu zaczęliśmy brzmieć jak jeden zespół.
Koper: To prawda, znamy się kupę czasu i nie miałem problemu z adaptacją. W części muzycznej Goście wykazali się cierpliwością. Teraz wiem co to dystans do siebie (śmiech).
4. Porozmawiajmy teraz o waszej nowej płycie. Dlaczego dopiero po 6 latach od powstania zdecydowaliście się nagrać pełny album? Krzychu: Mamy ten komfort, że nie musimy nagrywać nowego materiału co rok, jak to robi wiele zespołów, pracowaliśmy nad materiałem do momentu, kiedy uznaliśmy, że nas satysfakcjonuje i jesteśmy gotowi, aby go zarejestrować. Zresztą wcześniej też nie próżnowaliśmy. Nagraliśmy dwa wydawnictwa demo, które właściwie wylądowały w koszu, ze względu na słabą produkcję, tym razem postanowiliśmy tego nie spieprzyć. Na szczęście ludzie z którymi pracowaliśmy podczas nagrań mieli zawodowe podejście – będąc przy okazji bardzo zaangażowanymi w swoją pracę.
5. Czy czuliście presję nagrywając „Psilosophy”? W końcu to wasz pierwszy full-length... Krzychu: Jedyna presja, jaką odczuwaliśmy podczas sesji to kwestia zmieszczenia się w określonym budżecie, jako że cały album został nagrany własnym sumptem. Poza tym możemy pozwolić sobie na pełen luz w związku z tym, że każdy z nas ma inną profesję będącą źródłem przychodu. Nie mamy tego komfortu siedzenia sześciu miesięcy w studio, ale z drugiej strony na naszą płytę nie czeka pięć milionów fanów, więc podchodzimy do tego z rezerwą. Głównym zadaniem Psilosophy było zaspokojenie naszych twórczych potrzeb i zdaje się, że to akurat się udało. Nie da się jednak ukryć, że apetyt stale rośnie…
5. Przygotowywaliście materiał aż w dwóch studiach nagraniowych. Opowiedzcie może, jak przebiegała cała sesja i dlaczego akurat zdecydowaliście się na uwiecznienie swojego materiału aż w dwóch miejscach. Krzychu: Zgadza się, z perspektywy czasu uważam to za świetne rozwiązanie. Początkowo chcieliśmy nagrać całość w jednym studio, jednak później uznaliśmy, że Maq Studio będzie idealne do nagrania ścieżek perkusji. Dzięki temu mieliśmy okazję zapoznać się z możliwościami tego studia. Co do nagrań dotyczących reszty instrumentów, wokali, miksów i masteringu postanowiliśmy powierzyć tę robotę Chrisowi z HHS, który siedzi głęboko w tej muzyce i wie doskonale jaki chcemy osiągnąć efekt końcowy. Co do przebiegu sesji, to tym razem zrezygnowaliśmy z alkoholu i innych dopalaczy i wzięliśmy się solidnie do pracy. Marcin nagrał ścieżki perkusji w Maq w ciągu trzech dni roboczych (śmiech). Gitary, bass i wokale poszły też w miarę sprawnie w HHS, po kilku tygodniach po nagraniach wspólnie robiliśmy miks całości. Atmosfera była dość nerwowa, zespół rozpadł się trzy razy w międzyczasie, a wkrótce mieliśmy już efekt końcowy.
6. Przybliżcie fanom, o czym jest wasza nowa płyta, co chcecie przekazać światu poprzez swoje teksty i kto jest w ogóle ich autorem. Marcin: Autorów jest wielu. Wykorzystaliśmy teksty takich postaci jak: G. M. Hopkins, Ted Hughes, czy choćby naszego kumpla El Bandito, gdyż w jakiś sposób wydały nam się interesujące, wobec czego w pewnym sensie wyrażają to, co i nam siedzi w głowach. Natomiast żeby nie wpaść przy tym w sidła jakiejś mentorskiej postawy, czy tam pompatycznego wydźwięku, postanowiliśmy objąć całe to przesłanie pewną dystansującą klamrą, nazywając cały album „pustą filozofią”, „Psilosophy”. Już jakiś czas temu ustaliliśmy, że właśnie dystans stanowi centralny punkt naszego przesłania i jak do tej pory sprawdza się znakomicie.
7. Moim zdaniem „Psilosophy” to krążek, który daje niezłego kopa. Powiedzcie, jak udało wam się osiągnąć tak dobry efekt już przy pierwszej płycie. To kwestia skrywanego talentu, a może muzycznego wykształcenia? Krzychu: Stawiamy sobie poprzeczkę dość wysoko. Z pewnością na żadnej naszej płycie nie znajdzie się materiał, który nas w pełni muzycznie nie satysfakcjonuje. Materiał tworzą wszyscy, jeśli coś nie jest wystarczająco dobre to nie przebierając w słowach walimy śmiałą (często bolesną) krytyką w stronę autora i bez obrazy, ale delikwent musi dopieścić kompozycję w zaciszu domowym, aż szanowna komisja wyda pozytywną opinię (śmiech). Co do muzycznego wykształcenia, to pani od muzyki w szkole podstawowej próbowała mnie nauczyć grać na trójkącie, ale stwierdziła, że jestem do dupy i mam sobie dać spokój. O ile dobrze pamiętam, to Kuba pobierał w młodości lekcje gry na skrzypcach, poza tym każdy z nas we własnym zakresie znęcał się nad instrumentem, starając się jednocześnie z nim zaprzyjaźnić.
8. Jak określilibyście swoją obecną twórczość? Niektórzy przypięli wam łatkę death metalowców, ale czy nie jest tak, że staracie się czerpać nie tylko z tego gatunku? Marcin: To chyba jedyna łata, którą można nam przylepić na stałe, bo jeszcze jako banda gówniarzy zaczynaliśmy właśnie od death metalu i ten element pewnie szybko nam z krwiobiegu nie wyjdzie. Niemniej od tamtych czasów postanowiliśmy trochę namieszać i to co teraz gramy dawno wyprzedziło nasze wątpliwe talenta słowotwórcze, więc porzuciliśmy ten temat. Natomiast co jakiś czas z różnych źródeł dowiadujemy się, niejednokrotnie ku naszemu zaskoczeniu, że gramy np. avantgarde jazz noise experimental death metal. Niech i tak będzie (śmiech).
9. Powiedzcie zatem jakie zespoły, czy może nurty, są dla was największą inspiracją. Koper: Dla mnie osobiście inspiracją jest człowiek i jego pokręcony umysł, Psilo nutki pomagają wyrazić to, jak bardzo ludzki gatunek jest mały i nieprzewidywalny zarazem. Marcin: Dokładnie. Tak naprawdę nasze inspiracje są przede wszystkim pozamuzyczne. Każdy ma pod czaszką swoją własną jazdę, którą stara się przełożyć na dźwięki. Kierowanie się we własnej muzyce czyjąś twórczością niesie za sobą ryzyko wtórności, a tego wolimy unikać. Krzychu: Każdy z nas przyjął w swoim życiu na klatę odpowiednio dużą dawkę hałasu, aby wyrobić sobie w pewien sposób ekstremalne gusta muzyczne, które są obecnie formą naszego wyrazu.
10. Planujecie w najbliższym czasie podpisać kontrakt z jakąś wytwórnią, żeby jeszcze lepiej promować waszą twórczość? A może jakieś wydawnictwo jest już zainteresowane dokonaniami Psilocybe? Marcin: Mieliśmy kilka konkretnych propozycji wydawniczych, jednak, jak ostatecznie zdecydowaliśmy, nie były one warte poświęcania naszej niezależności. Może to my jesteśmy bandą malkontentów, w każdym razie obecnie nikt nie narzuca nam absolutnie swojego zdania i zdaje się, że wszyscy są z tego stanu rzeczy zadowoleni. Zobaczymy, może w przyszłości wdamy się w „politykę” – na razie jesteśmy zajęci graniem.
11. Kolejne pytanie trochę z innej beczki. Zauważyłam, że kawałki pochodzące z waszego nowego krążka sami chętnie udostępniacie na różnego rodzaju stronach internetowych. Sądzicie, że dzięki temu zabiegowi pozyskacie większą rzeszę odbiorców i co w ogóle sądzicie o ściąganiu muzyki z internetu? Marcin: Całkiem niedawno udostępniliśmy na myspace.com/psilozone cały album „Psilosophy” do ściągnięcia i jesteśmy bardzo zaskoczeni rezultatem tego kroku. Ludzie z różnych zakątków świata zaczęli pytać, czy mogą wrzucić naszą płytę na najróżniejsze blogi, torrenty i inne RapidShare’y, co w zasadzie uruchomiło samoistną maszynę promocyjną. Jedni polecają drugim, linki rozsiewają się po forach, ludzie całują nas po dupach na Metal Archives – Internet kręci się sam. W rezultacie znajdujemy się obecnie w dokładnie odwrotnej sytuacji niż większość kapel – oddaliśmy płytę za free, nie chcemy za nią kasy i można sobie ją ściągnąć jednym kliknięciem, ale jak się okazuje, po paru przesłuchaniach ludzie uderzają na naszą skrzynkę pytając, czy mogą kupić od nas ten materiał na nośniku. Wiesz, trudno nam mówić w imieniu wszystkich tych kapel, których płyty leżą w sklepach, ale jak widać, w naszym wypadku ściąganie muzyki z internetu jest z założenia pozytywnym zjawiskiem.
12. Teraz czas na autopromocję. Jak wygląda sprawa z waszymi koncertami? Gdzie w najbliższym czasie będzie można zobaczyć Psilocybe? Marcin: Obecnie ciężko pracujemy nad nowym, pokręconym materiałem, wobec czego nasze siły witalne są i tak bardzo obciążone, jednak jestem przekonany, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy będziemy także w stanie roznieść na strzępy kilka krajowych klubów. I niech nas szlag, jeżeli się nie uda.
13. Tradycyjnie na sam koniec kilka słów do czytelników Old Temple Magazine. Z mojej strony dzięki za poświęcenie czasu, życzę sukcesów w dalszej działalności. Koper: Dzięki za wytrwałość, zapraszamy na http://www.myspace.com/psilozone i na koncerty. Życzymy zdrówka!
Rozmawiała Iron_Lady |
| Odwiedzane |
|---|
| ABUSIVENESS |
|---|
| SAD |
|---|
| KILL |
|---|
| Gościmy |
|---|
| Naszą witrynę przegląda teraz 4 gości |
| Dla redaktorów |
|---|




