OVERKILL "Immortalis"
(Bodog Music)

Nieźle, latka lecą a Oni wciąż nagrywają i chyba nie mają zamiaru przestać. Za to właśnie ich podziwiam a za muzykę uwielbiam, żeby nie było, że to tylko szacunek z mojej strony. Często pomijani czy zapominani przez ludzi, mimo nie najlepszych lat jakie miał za sobą thrash, Blitz i spółka wciąż grają. "Immortalis" to już piętnasty long w dorobku zespołu i to naprawdę niezły, niezgorzej radzący sobie także z konkurencją. Mam na myśli ostatnie płyty Megadeth, Annihilator a i na moje ucho nawet z Exodusem, nie wiem jak się ma sprawa z Sodom i Destruction, gdyż tych płyt jeszcze nie słyszałem; Mekong Delta nie chcę brać pod uwagę gdyż to po trochu inny świat.

Przechodząc już do samej zawartości "Immortalis", nie jest to może album na miarę "Horrorscope" czy "Bloodletting", ale nie wątpliwie trzyma poziom i to wysoki, z resztą jak zwykle w przypadku OverKill. Jeśli miałbym się czepiać, to mam wrażenie, że produkcja nowej płyty mogła by być dużo lepsza. Gitary, perkusja, wszystko to jakoś strasznie płasko chodzi, bez ognia i porządnego kopa, jest agresywnie i zadziornie, ale mogło by być jeszcze lepiej. Powiedzmy tak jak na wspomnianym wcześniej "Bloodletting", tam wszystko kąsało i kopało po twarzy nie miłosiernie, tutaj tego w wyraźny sposób brakuje. Po mimo tego, płyty słucha się wyśmienicie, wszystko czego można zapragnąć w wykonaniu OverKill, możemy tu odnaleźć. Płyta klasyczna wręcz do bólu i za to im chwała, bo tego właśnie chciałem: porządnego pierdolnięcia z charakterystycznym wokalem Blitza. Na płycie obok etatowego wokalu OverKill, możemy usłyszeć w "Skull And Bones" Randalla Blythe, wokalistę Lamb Of God, co dało wręcz miażdżący efekt. Reszta utworów zawartych na płycie prezentuje równie dobrze, jak nie lepiej, np. "Walk Through Fire", przykład modelowego wręcz OverKillowego kawałka, czy druzgocący wręcz "Charlie Get Your Gun" ze świetnymi gitarowymi solami. Kolejne utwory godne uwagi wypisywać by można dalej, aż do wyczerpania płyty, więc chyba na tych trzech poprzestanę, bo nie będzie miało to większego sensu.

Reasumując, album naprawdę dobry, może nie rewelacyjny i nie dobijający poziomem do tych najlepszych osiągnięć zespołu, ale nie pozostawiający wątpliwości, że OverKill żyje i ma jeszcze wiele do powiedzenia. Mi osobiście ta płyta podoba się niezmiernie, odkąd udało mi się ją zdobyć nie przestaje rozbrzmiewać u mnie w domu. Mimo to ocenę końcową zaniżam, z uwagi na to, iż zdaję sobie sprawę z niedociągnięć "Immortalis" i nie ukrywajmy, ale i wtórności jaka towarzyszy kapeli od jakiegoś już czasu. Krótko, moja ocena to 5, końcowa 4,5/6. Fanom OverKilla ich nowej płyty polecać nie muszę bo pewnie już jej słuchają, radośnie wymachując głową. Pozostałym, radzę skosztować nowego dzieła amerykanów, bo naprawdę warto.
Ocena: 4,5/6

Krystian